sobota, 25 lipca 2015

Epilog...


Dwadzieścia lat później…

Cześć to znowu ja- Liliana. Od mojego ostatniego wpisu minęło dwadzieścia lat. Moje życie zaczęło się wtedy układać. Teraz mam już wszystko. Najwspanialszego męża, jakiego mogłam sobie wymarzyć, dwójkę dzieci: Darcy, która ma już dwadzieścia dwa lata i jest szczęśliwą żoną i mamą półrocznego Davi’ego oraz 18 letniego syna Tomasa, który póki co jest szczęśliwym licealistą. Moja rodzina jest zdrowa, pełno w niej miłości i spokoju. Jestem już lekarzem, Harry dalej ma agencje. Jesteśmy szczęśliwi! Mam najlepsze życie na świecie!
 

Kochani, to już wszystko na tym blogu. Bardzo wam dziękuję za wszystko. Komentarze, wejścia i oczywiście za czytanie moich wypocin. Teraz możecie mnie znaleźć na wattpad w opowiadaniu:

~ Hate is the way of love~

Ktore znajdziecie w moich pracach na Wattpad :)


Może jeszcze kiedyś powrócę z innym opowiadaniem... Pozdrawam!
Wasza M.


Twenty eight

W parku…

Jestem właśnie z Gemmą i Darcy na spacerze.  Podczas, gdy moja córeczka  bawi się wraz z innymi dziećmi w piaskownicy, moja przyjaciółka znowu zaczyna temat Harry’ego.
- Dlaczego mu wczoraj nie powiedziałaś, że Darcy to twoja córka?- zapytała po raz kolejny.
- Gemma, to jest bez sensu. Wolę, żeby wszystko pozostało, tak jak jest. On ma swoje życie, modelki, jest szczęśliwy. Ja też już zaczęłam. A jak Darcy podrośnie…
- … To jej powiesz, że jest dzieckiem z wpadki, ze swoim szefem, w którym byłaś zakochana. Dlatego, w ogóle nie jest do ciebie podobna. Ona potrzebuje ojca. Musisz o tym pamiętać.
I nagle usłyszałam głos, którego nigdy bym się tutaj, teraz nie spodziewała.
- Liliana, o czym mówi Gemma?- zapytał Harry. Momentalnie poczułam, jak robi mi się słabo, a całe życie dosłownie staje przed oczami.
- Harry…? Co ty tutaj robisz?- zapytała moja w miarę opanowana przyjaciółka.
- Przechodziłem sobie przez park i nagle was zauważyłem. Chciałem do was podejść i usłyszałem bardzo ciekawą rozmowę! Czy to prawda?! Mam córkę?- zapytał wściekłym głosem, przepełnionym jadem.
- Tak- powiedziałam płaczliwym głosem. I wtedy przybiegła Darcy:
- Mamusiu, dlaczego płaczesz? Coś się stało?- zapytała swoim słodkim, dziecięcym głosem.
- Nie kochanie, mamusi się nic nie stało. Po prostu próbowała ukryć coś, a teraz wyszło to na jaw. Cześć, jestem Harry i jestem twoim tatą.- powiedział chłopak opanowanym głosem.
- Ta..Ta..tą?- wyjąkała zdziwiona dziewczynka.
- Chodź, pójdziemy na zjeżdżalnię, rodzice muszą porozmawiać.- powiedziała Gemma, po czym chwyciła Darcy za rączkę i odeszły w stronę placu zabaw. – Powiedz mi, czy ja jestem, aż tak złym, bezuczuciowym człowiekiem, że nie mogłem wiedzieć o tym, że mam córkę?- jego głos wybudził mnie z transu myślenia.
- Nie, Harry, nie. Po prostu, byłeś wtedy z Dianą. Nie chciałam ci niszczyć życia.
- Nie chciałaś mi niszczyć życia?!- ryknął.- Zawsze marzyłem o dziecku! Nigdy by mi życia nie zniszczyło! Raczej je poprawiło!
- Nie krzycz na mnie, bo sam nie jesteś bez winy. Potraktowałeś mnie jak zabawkę. Przeleciałeś na pocieszenie po Dianie! Nie pomyślałeś o tym, że ja też mam uczucia, że ja mogę cię kochać?- wyjąkałam.
- A skąd wiesz, że ja cię wykorzystałem. Nie dałaś mi dojść do słowa! Może ja też byłem w tobie zakochany! Diana miała wzbudzić w tobie zazdrość! Byś mnie zauważyła.
- Słucham?!!- teraz to naprawdę nic nie rozumiem.
- Tak, to co słyszałaś. Zakochałem się w tobie, a potem nagle odeszłaś. Nadal mnie to boli, bo przecież w chwili nie można zapomnieć o miłości- powiedział, a moje serce zabiło kilka razy mocniej.
- Harry, prawda jest taka, że kocham cię cały czas, choć wszystkim mówiłam, że to już nie istnieje. Mamy małą córkę, która potrzebuje ojca… Oczywiście nie chcę abyś pomyślał, że czegoś od ciebie żądam. Nie martw się, nic nie chcę.
- A ja chcę! Chcę mieć was obie w moim sercu, z powrotem. Chcę mieć szczęśliwą rodzinę. Liliana, kocham cię! – wyznał i mnie pocałował. Ten gest był czuły, namiętny i taki uczuciowy. Oderwałam się od niego i również wyznałam swoje uczucia:
- Ja też cię kocham Harry!- ponownie połączyłam nasze usta. Nagle podbiegła Darcy i wdrapała się na moje kolana.
- To teraz będę miała taką samą rodzinę, jak w bajkach? Będę miała mamę i tatę?- zapytała. Ja natomiast spojrzałam na Harry’ego.
- Tak, kochanie, już nigdy was nie zostawię. Kocham was! – odpowiedział czule. Teraz jesteśmy prawdziwą rodziną.

No i macie ostatni rozdział! Już tylko EPILOG i żegnamy się :D
Pozdrawiam!

M.

piątek, 24 lipca 2015

Twenty seven

Weszłam powoli do mojego mieszkania. Powoli ściągnęłam buty, a następnie usłyszałam odgłos małych stópek mojej córeczki, biegnącej do mnie z najpiękniejszym uśmiechem na świecie. Rzuciła mi się na szyję i mocno się przytuliła, ponieważ bardzo długo się nie widziałyśmy. Tego dnia Darcy została pod opieką swojej chrzestnej- Gemmy, która odwiedza nas przynajmniej raz na dwa dni. Bardzo rozpieszcza moją córkę, bo kocha ją nad życie, z resztą ze wzajemnością. Niosąc Darcy na rękach weszłam do kuchni, w której stała dziewczyna z ogromnym uśmiechem na ustach.
- O! Już jesteś! Ta twoja córka to jest czysty anioł!
- Mi to mówisz?- zapytałam z bananem na ustach- przecież ja to wiem od zawsze. Dzięki, że z nią dzisiaj zostałaś, no bo wiesz… nagły dyżur. Jak ja ci się odwdzięczę! Tyle mi pomagasz.
- No wiesz, ktoś musi. Jak nie mój brat, to jego cudowna siostra!- posłała mi chytry uśmieszek z dopiskom „ Ha! To ja jestem tym lepszym z rodzeństwa”.
- A Propos twojego brata, spotkałam go dzisiaj.
- Żartujesz??- wykrzyknęła zdziwiona.
- Niee, po co miałabym żartować. Prawie bym się wsypała z Darcy!
- Jak to? Jak go spotkałaś opowiadaj!- powiedziała zniecierpliwiona.
- Dostaliśmy wezwanie do jakiejś dziewczyny co zemdlała. Pojechaliśmy, a tam jakaś modelka , co zemdlała na sesji, więc badam ją, Na szczęście żyje. Miała po prostu anoreksje i prawdopodobnie bulimię. No ja nie wiem, co się teraz z tymi dziewczynami dzieje…- zamyśliłam się.
- Gadaj o Harry’m, a nie o jakiejś anorektyczce!
- No i siadam przy stoliku,  zaczynam wypisywać kartotekę, nagle on do mnie podchodzi.  Na początku mnie nie poznał, chwilę pogadaliśmy i mówię mu, że potem chcę iść na medycynę, ale jak Darcy podrośnie. A on się pyta , kto to Darcy. Powiedziałam mu, że to mój mały pies, a Michael, takie zdziwienie i pytanie: „ To ty masz psa?”. Mówię ci, to było straszne!
- Wow, serio dziwnie. Ale żeby powiedzieć, że moja ukochana siostrzenica to szczeniak?!!
- Oj nie przyszło mi nic innego do głowy! – powiedziałam i usiadłam wygodnie przy stole- Zrobiłaś coś do jedzenia?- zapytałam z miną szczeniaczka.
- Pewnie! Masz makaron ze szpinakiem w garnku. Ja już muszę się zbierać niestety, ale może jutro wyjdziemy na spacer z Darcy? O 15:00? Pasuje ci?- zapytała żegnając się.
- Pewnie, to o 15:00 w tym parku, przy moim bloku? Zapytałam zapychając buzię makaronem?
- Tak!- dała mi jeszcze szybkiego buziaka w policzek i pognała załatwiać swoje sprawy .  Ja po zjedzeniu poszłam  bawić się z moją córką, a wieczorem wykończone zasnęłyśmy.



Przepraszam za tak długą nieobecność. Wiecie jak to jest. Wakacje, plaża, zero wolnego czasu. Pozdrawiam!
 M.

wtorek, 9 czerwca 2015

Twenty six

Dwa lata później…

W moim życiu dużo się pozmieniało. Po urodzeniu Darcy, postanowiłam, że nie wrócę już do modelingu, a zrobię dwuletnią szkołę na ratownika medycznego. Ukończyłam ją z wyróżnieniem, przez co teraz mogę pracować z najlepszym ratownictwie w Londynie. Tak, przeprowadziłam się. Parę miesięcy po narodzinach maleństwa, stwierdziłam, że przecież Harry i tak mnie już pewnie zapomniał, a ja tęsknię za Londynem, moim miastem. Było mi trudno zostawić madryckich przyjaciół, długo przez to płakałam, ale razem doszliśmy do wniosku, że będą mnie odwiedzać przynajmniej raz w miesiącu. Teraz mam mieszkanie w centrum brytyjskiej stolicy. Darcy rośnie jak na drożdżach. Jak na swój wiek, jest bardzo wysoka, co jest pewnie sprawą wzrostu jej rodziców. Ma duże, zielone oczy, w których zawsze są radosne iskierki i rozkoszne brązowe loczki. Bardzo przypomina mi Harry’ego.

                                                                                   ***

- Lilii, macie wezwanie. Kobieta,  23- lata. Zemdlała podczas sesji.- dostałam wezwanie od mojego przełożonego. Szybko zakładam mój czerwony polar i razem z ekipą biegniemy do karetki. Jedziemy bardzo szybko, po drodze omijając wszystkie samochody. Dojeżdżamy w około osiem minut, co jak na tę porę dnia jest czasem ekstremalnym. O tej porze w Londynie trzeba stać w korkach około godziny.  Bardzo szybko wbiegamy do budynku, w którym odbywa się sesja. Do mnie od razu przychodzą wspomnienia. Przypomina mi się, jak to ja kiedyś pozowałam. Poznaję to miejsce. Też tu kiedyś pracowałam, ale nie daję po sobie poznać, ponieważ wybucham niepohamowanym śmiechem słysząc kolejne kawały mojego kolegi- Michael’a, który jest kierowcą karetki. Jest on tak pozytywną postacią, że nie potrafię przy nim zachować powagi. Na jego ustach jest zawsze szeroki uśmiech, a w oczach iskierki. Razem z Marcelo się doskonale dogadują, z wiadomych powodów. W wyśmienitych humorach wchodzimy na plan. Od razu w moje oczy rzuca się owa dziewczyna. Z góry widać, że choruje na anoreksje lub bulimię. Jest bardzo chuda, wszędzie wystają jej żebra. Od razu przestajemy się śmiać i przystępujemy do naszych zadać. Podbiegam do dziewczyny i sprawdzam jej puls na szyi. Na szczęście oddycha, dlatego badam jej ciśnienie, cukier, parametry życiowe i inne potrzebne rzeczy. Wypisuję potrzebne wiadomości na karcie pacjenta, w czasie którym moi koledzy dobudzają ją i pytają o to co się stało. Ja wstaję i zamieram. Przede mną stoi Harry. Chyba on też nie spodziewał się mnie zobaczyć, ponieważ otwiera szeroko oczy.
- Liliana? To ty? – pyta niedowierzając.
- No chyba się aż tak nie zmieniłam przez te dwa i pół roku ponad, nie?- odpowiadam zakłopotana, ponieważ byłam w ogóle nieprzygotowana na spotkanie z nim. Myślałam, że już go nigdy nie spotkam, a tu taka „milutka niespodzianka.
- Nie no coś ty!- mówi i lekko się uśmiecha.- Co ty tutaj robisz?
- No wiesz, wezwanie miałam.- teraz patrzy on na mój strój ratownika medycznego.
- Jesteś ratownikiem?- pyta po chwili.
- Tak, ale chce potem być lekarzem, jak Darcy trochę podrośnie.- o matko wygadałam się. MYŚL,  MYŚL!
- Kto to Darcy?- zaciekawiony pyta.
- Darcy…Darcy to mój nowy pies. Wiesz szczeniak..- jąkam się i w międzyczasie słyszę śmiech Michael’a.  Po chwili się odzywa.
- Kupiłaś sobie psa? Nie mówiłaś mi.
- Wiesz nie było okazji. Dobra pacjentka już jest na noszach, zabieramy ją do szpitala. Szybko!
- Ej chwilka do jakiego szpitala ją zabieracie?- pyta Harry.
- Do tego na Happy Street.
Potem już tylko wsiadłam do karetki i zaczęłam myśleć nad głupotą moich kłamstw.

Hej, hej, hej. Macie rozdział nareszcie! Jezu, czy wy wiecie, że do wakacji zostało 12 dni nauki?! Jezu, już nie mogę się doczekać :D

Pozdrawiam!
M.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ! :*

piątek, 29 maja 2015

Twenty five

Obudziłam się w nocy cała zalana potem. Poczułam coś mokrego w okolicach intymnych miejsc.

O MATKO!

WODY MI ODESZŁY!

JA RODZĘ! RATUNKU!

Natychmiast sięgnęłam po telefon leżący na stoliczku nocnym i wybrałam pierwszy numer z kontaktów. Jak się okazało, był to numer Marcelo. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Kurwa kim jesteś zły człowieku, że mnie budzisz o trzeciej nad ranem?!- powiedział niemrawym głosem. Na pewno dopiero co się obudził.
- Marcelo, ja rodzę!- krzyknęłam do telefonu.
- Co? Kto rodzi? Przecież ja nie mam żadnych dzieci, a moja żona też nie jest w ciąży. Kto sobie ze mnie żarty robi?!! No przyznaj się!- zaczął krzyczeć.
- To ja Liliana, proszę pomóż. – syknęłam, ponieważ dostałam skurczu.
- O matko! Faktycznie, przecież ty jesteś w ciąży. Już jadę! Czekaj na mnie!- chyba się już obudził.  Usłyszałam jego głośny krzyk:  Liliana rodzi! Clarisse, gdzie są moje bokserki?! Momentalnie się zaczęłam śmiać, pomijając ból. Po około dziesięciu minutach usłyszałam pełno syren policyjnych i pisk szybko jadącego auta. Drzwi się otworzyły, a w nich pojawił się mój przyjaciel. Podbiegł do mnie i wziął na ręce. Po drodze chwycił jeszcze moją torbę, którą miałam już zapakowaną od pewnego czasu. Zbiegł ze mną na schodach, ponieważ stwierdził, ze tak będzie szybciej. To, co zobaczyłam przed wejściem przeraziło mnie. Celowało w nas pełno policjantów.
- Marcelo, co tu się dzieje?
- Ymm…- nie mógł się wysłowić- No bo…No bo… tak się do ciebie spieszyłem, że złamałem parę tam praw i tyle, ale dobra.- Z trudem wyciągnął z kieszeni portfel i wyciągnął pełno banknotów. Krzyknął do policji:
- To za te mandaty! Pogadałbym chwilę, ale koleżanka rodzi! Do widzenia!- uśmiechnął się do nich szeroko, a mundurowi stali z otwartymi buziami. Chyba jeszcze nigdy ich coś takiego nie spotkało. Wsadził mnie na tylne siedzenie swojego samochodu i pokonując drogę ze średnią prędkością 200km/h dojechaliśmy do szpitala w pięć minut.  Tam zajęli się mną lekarze. Ból był straszny. Zapamiętam go do końca życia, ale było warto. Po paru godzinach usłyszałam głośny krzyk mojego maleństwa. Pani ginekolog przecięła pępowinę i podała mi moją córeczkę owiniętą w mały różowy kocyk. Przytuliłam do siebie moją małą Darcy i ucałowałam w czółko. Już wiedziałam, że jest moim całym światem.

                                                                         ***

Darcy <3 td="">
Obudziłam się i od razu poraziło mnie światło białych sal.  Rozejrzałam się i zobaczyła, że obok mnie stoi inkubator z moją Darcy. Malutka słodko spała, tak spokojnie. Nawet nie zauważyłam kiedy do pomieszczenia weszła położna. Pomogła mi wyjąć małą z „łóżeczka” i pokazała jak ją karmić, przewijać i robić inne czynności. Teraz już mogłam się bez przeszkód zajmować moją córeczką, bez obaw, że coś jej się stanie. Trzymając ją na rękach, wiedziałam, że jest ona moim światem. Jej małe, brązowe włoski, już teraz układały się w rozkoszne kółeczka. Ma to na pewno po tacie. Kolejnego dnia, tuż rano do mojego pokoju wbiegła wataha piłkarzy, zwana moimi przyjaciółmi. Oczywiście narobiła takiego szumu, że pielęgniarki trochę się burzyły. No dobra nie trochę. Poprzynosili pełno balonów i misi, przez co sala była teraz cała kolorowa. Szkoda, że Darcy nie może tego na razie zobaczyć, ponieważ puki co nie widzi jeszcze nic, tylko lekko przez mgłę.
Po dwóch dniach wyszłam do domu i wtedy zaczęły się prawdziwe odwiedziny. Codziennie miałam pełno gości, chcących zobaczyć moją córeczkę. Odwiedzili nas nawet moi rodzice wraz z Elen i Gemmą, którzy przywieźli jej tyle zabawek, że doszłam do wniosku, że ma ona za mały pokój. Piłkarze byli dumnymi wujkami, a pierwszy spacer odbył się oczywiście z nimi. Doszło nawet do kłótni o to, kto ma trzymać wózek. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa. Myślę też powoli nad chrzestnymi. Matką zostanie na pewno Gemma, bo wiem, że by mi tego nie wybaczyła, a ojcem chyba Marcelo, albo inny królewski. Mam wszystko, czego w życiu potrzebowałam.



Hej, hej, hej. Przychodzę do was z nowym rozdziałem. Oby się spodobał :* Buziaki :* :* :*

Czytasz = Komentujesz J

niedziela, 24 maja 2015

Twenty four

Od mojego przyjazdu do Madrytu minęły ponad trzy miesiące. Mój brzuszek się powiększył, ale dalej mieszczę się w rozmiar M. Ha…sukces. Clarice- żona Marcelo, z którym a propos się bardzo zaprzyjaźniłam ,mówi, że mam bardzo malutki i pewnie dziecko będzie też małe. Jak pokazywała mi zdjęcia, gdy była z Enzo w ciąży, to się aż przeraziłam. Ona miała taki brzuch w piątym miesiącu, którego ja chyba nie będę mieć nawet w dziewiątym. No właśnie- Enzo, czyli mój ulubieniec. Kocham go jak własnego syna, a on chyba mnie. Ja jestem u nich częstym gościem, a oni u mnie. Ten mały chłopiec potrafi w każdym momencie mojego życia poprawić mi humor, nawet w tych najgorszych. Stałam się też wielką fanką Realu Madryt. Nikt by się tego po mnie nie spodziewał, ale stało się. Jestem na każdym meczu, nie opuściłam nawet jednego. Oczywiście Pepe, Sergio i reszta są tym zafascynowani. A co do Harry’ego, to cóż. Chyba się z niego wyleczyłam. Ma szczęśliwe życie tak samo jak ja. On ma Dianę, agencje, a ja za to najwspanialszych przyjaciół, za którymi bym w ogień poszła.

                                                                             ***

Aktualnie jestem mega podekscytowana, ponieważ dzisiaj po raz pierwszy odwiedzi mnie Gemma. Tyle czasu jej już nie widziałam i bardzo za nią tęskniłam. Dzięki niej dowiem się najnowszych ploteczek z Londynu i będę miała w końcu z kim pogadać o moim tamtejszym życiu. Nalałam sobie soku, kiedy właśnie zadzwonił dzwonek. Wytarłam sobie jeszcze ręce w kuchenny ręczniczek, ponieważ nie byłabym sobą gdybym czegoś nie wylała. Pędem biegnę do drzwi omal nie zabijając się na płytka i otwieram. Stoi tam dobrze znana mi brunetka. Od razu rzucamy się sobie na szyję i piszczymy głośno.
- Cześć mamusiu!- krzyczy na powitanie, a ja się głośno śmieję na jej przezwisko.
- Hej ciociu!- odwzajemniam, wynajdując dla niej pseudonim.- Chodź do środka. Mamy sobie tyle do powiedzenia!
- O tak! Ale niestety, za sześć godzin muszę lecieć, bo mam pokaz!- posmutniałyśmy obydwie. Weszłyśmy do mojego mieszkania, po czym Gemma zaczęła się rozglądać.
- Wow, ładnie tu masz…tak domowo- podziwiała.
- O dziękuję! Chodź coś ci pokażę.- pociągnęłam ją do pokoju mojego maleństwa. Urządziłam już go, ponieważ po ostatniej wizycie u ginekologa dowiedziałam się, że będę miała córeczkę.
- O kurwa…ale zajebisty! Znasz już płeć?- zapytała podekscytowana.
- No tak…- utrzymywałam ją w napięciu.- W moim brzuchu…w sumie bardzo małym brzuchu…jest bobas…który ma płeć…
- No szybciej no! Chce wiedzieć jakie ciuchy kupować!- niecierpliwiła się.
- Dziewczynka!- wykrzyknęłam.
- Jeju! Będę miała kogo rozpieszczać! – mocno się do mnie przytula. Gdy się ode mnie odrywa mówi słowa, które niekoniecznie wywołują uśmiech na mojej twarzy.
- Szkoda, że Harry jej nigdy nie zobaczy.
- Gemma, co z tego. On mnie nawet nie kochał. Moje dziecko zamiast ojca będzie miało wspaniałych wujków, którzy już teraz je kochają.
- A to przepraszam kogo?!?- pyta zaciekawiona.
- Takich fajnych piłkarzy z Realu Madryt. Jak chcesz to cię z nimi poznam.- poruszyłam znacząco brwiami.- Chcesz?
- Jasne, że tak!- krzyknęła, a mi chyba bębenki w uchu już do końca pękły.
 Popołudnie spędziłyśmy z piłkarzami, a Gemmie bardzo spodobał się James. Przypadli sobie do gustu, a mi się to bardzo spodobało. Rodriquez  to świetny facet, ale nie w moim stylu. Mam nadzieję, że będą szczęśliwi…

Jezu, jaka ja jestem zakręcona! Ten rozdział był prawie napisany, a ja myślałam, że on nawet nie jest zaczęły haha. No dobra :p Pozdrawiam. M.



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Twenty three

Ostatni dzień mojego pobytu w Londynie przeleciał mi mega szybko. Nawet się nie spostrzegłam, a już wsiadałam do samolotu. Cały ten dzień się pakowałam i płakałam, ponieważ to z Londynu pochodzą moje najlepsze wspomnienia i to tu spędziłam dzieciństwo. Sporo także myślałam Harry’m. Szczerze? Miałam nadzieję, że może chociaż zadzwoni, będzie się starał o to abym jeszcze została, ale  on nic nie zrobił. Podobno wyjechał z Dianą na wakacje jest szczęśliwy. Nie chcę mu tego psuć. A i jeszcze wam nie powiedziałam o najważniejszej rzeczy. Tata wie gdzie się wyprowadzam i gdy dowiedział się, że będę mieszkać na razie w hotelu, to powiedział, że nigdy na to nie pozwoli i kupił mi uroczy apartament w centrum. Byłam mu bardzo wdzięczna, bo zanim ja bym coś poszukała, to by to na pewno dłużej trwało.
                                                                                  ***
Właśnie wyszłam z samolotu i od razu ustawiłam się w kolejce po moje walizki. Po odebraniu od razu kieruję się do wyjścia i zatrzymuje TAXI.  Miły mężczyzna pomaga mi zapakować moje bagaże, w międzyczasie ucinając sobie ze mną miłą pogawędkę. Podaję mu adres mojego nowego mieszkania i ponownie zaczynamy rozmawiać. Na miejscu znajdujemy się po około piętnastu minutach. Natychmiast wysiadam i kieruję się do budynku. Wpisuję odpowiedni kod, a następnie wchodzę do windy. Wciskam guzik z numerem „16” i czekam, aż dotrę na ostatnie piętro. Gdy w końcu docieram chwytam rączki od moich walizek i wyciągam klucze. Szybko otwieram drzwi i zamieram. To mieszkanie jest piękne.  Kolorystyka jest szaro-fioletowo-biała i daje to niesamowity efekt. Moje bagaże zostawiam przy wejściu i zaczynam zwiedzać moje nowe loku. Pierwszym kierunkiem jest salon połączony z jadalnią i kuchnią. U dołu ogromnego okna na całą ścianę rozprzestrzeniony jest wielki parapet, dzięki któremu mogę siedzieć i wpatrywać się w miasto. Zasłony są białe z fiołkowymi kwiatami. Pod ścianą stoi śliczna biała kanapa z fioletowymi i szarymi poduszkami ułożonymi po prostu idealnie. Potem jeszcze szklany stolik, dwa białe fotele, ogromny, szary plazmowy telewizor, który ma chyba z 60 cali. Na środku leży jeszcze puchowy dywan, na którym od razu wyobraziłam sobie mnie i mojego dzidziusia podczas zabawy. Jeszcze parę obrazów i sporo kwiatów. Za szklaną ścianą stoi ogromny stół na dwanaście osób również w kolorze białym. Kuchnia jest też utrzymana w tych samych kolorach i jest niesamowicie czysta. Kolejnymi pomieszczeniami jest mój pokój i dwa inne, oraz łazienki. Muszę wieczorem zadzwonić do taty, aby mu podziękować za to jak mi pomógł, a w sumie po co tak długo czekać…teraz to zrobię. Biorę mój telefon i wybieram numer:
- Halo?- odzywa się jego głos po drugiej stronie.
- Cześć tatku. Tu Liliana.- uśmiecham się. Tak wspaniale słyszeć jego głos.
- Cześć perełko. I co podoba ci się mieszkanie?  - zapytał.
- No właśnie dzwonię w tej sprawie. Tak bardzo ci dziękuję! Mieszkanie jest śliczne.
- To się cieszę.- czułam przez też się uśmiecha. Nagle usłyszałam głos, który tak uwielbiałam słuchać. Harry- Moja miłość. Tylko co on tam robi, bo przecież podobno wyjechał z Dianą.
- Lilianka, przepraszam cię, ale muszę już kończyć, bo mam spotkanie. Dbaj o siebie i opiekuj się maleństwem. Kocham cię. Papa!
- Ja ciebie też tato. Nie martw się zadbam o mojego dzidziusia. Papa!- pożegnałam się z tatą i się rozłączyłam. Postanowiłam się rozpakować, ponieważ im szybciej to zrobię to potem będę miała już spokój. Wszystko poukładałam do szaf, a następnie postanowiłam wziąć kąpiel. Zabrałam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki . Po jakiś trzydziestu minutach byłam już odświeżona, dlatego postanowiłam iść pozwiedzać miasto, ponieważ była dopiero 14:00.  Dokładnie zakluczyłam dom i pomaszerowałam na miasto. Kupiłam sobie mojego ukochanego shake’a  i postanowiłam iść pod stadion Santiago Bernabeu, ponieważ skoro mam tutaj mieszkać to chyba powinnam wiedzieć coś o tutejszej drużynie. Gdy już byłam bardzo blisko, nagle jakiś chłopak na mnie wpadł.
- Co ty robisz idioto! Uważaj jak łazisz!- wykrzyknęłam wściekła, ponieważ przez takie coś mogło się coś stać.
- Tak bardzo cię przepraszam! Nie chciałem, ale ten idiota mnie gonił!- pokazał na swojego łysego kolegę, który miał na pierwszy rzut oka bardzo zadarty nos.
- Od kiedy to przeszliśmy w ogóle na ty! Ja cię nawet nie znam!
- Och…a tak głupek ze mnie- uderzył się z otwartej ręki w czoło-  przepraszam nie przedstawiłem się. Jestem Marcelo Vieira da Silva Júnior.
- Jezu, po co takie długie nazwisko?- mruknęłam pod nosem.- Jestem Liliana Jones.
- A ten pedał za mną to Pepe.
- Ej chwila, ale ja cię znam. Ostatnio jak byłem po imprezie u takiej jednej dupy  ( no w sumie to była nawet całkiem, całkiem). No w każdym razie miała jakąś gazetę i ty byłaś na okładce. Gadała, że ci zazdrości.- odezwał się Pepe.
- Serio?- zapytałam niedowierzając.
- Dobra, dobra gazety gazetami, ale ja cię muszę jakoś przeprosić. Co powiesz na kawę?- zaproponował Marcelo.
- Nie mogę pić kawy.
- Czemu? A w sumie zawsze może być shake albo soczek.- powiedział ze swoim „firmowym uśmiechem”
- Właśnie! Chodźmy!- dodał Pepe.
- No w sumie…chodźmy.
Poszłam z chłopakami do jakiejś kawiarni. Było po prostu cudownie. Okazało się, że są oni piłkarzami Realu Madryt.  Tego się nie spodziewałam. Wymieniliśmy się numerami telefonów i oczywiście się mega polubiliśmy. Gdy wróciłam do domu usiadłam na kanapie i pomyślałam, że chyba wszystko zaczyna się układać.

                                             Marcelo Vieira da Silva Júnior




Képler Laveran Lima Ferreira- Pepe




No hej! Jest rozdział. Nie wiem czemu, ale teraz pisanie idzie mi błyskawiczne. Pozdrawiam!

M.

piątek, 3 kwietnia 2015

Twenty two


Rozdział 22
Jestem już spakowana, teraz już tylko trzeba się pożegnać. Na pierwszy rzut Gemma, ale muszę najpierw do niej zadzwonić i się umówić, bo nie wiadomo czy nie ma jakiegoś pokazu czy sesji. Wzięłam więc mój telefon, w kontaktach wyszukałam nazwę mojej przyjaciółki i kliknęłam na zieloną słuchawkę. Jeden sygnał, drugi sygnał i…
Rozmowa:
- Halo- odezwał się melodyjny głos Gemmy.
- Cześć kochana! Mam pytanie, czy miałabyś czas się spotkać, bo chce się pożegnać.-powiedziałam na jednym wydechu. W słuchawce zapadła cisza.
- Z tobą spotkać zawsze mam czas, ale chwila jakie pożegnać. Przecież nigdzie nie wyjeżdżasz, nie?- zapytała.
- Eh…opowiem ci wszystko jak się spotkamy. Może wpadnij do mnie dzisiaj koło 15:00. Ja jestem teraz przez kilka dni cały czas w domu i w sumie nie chcę, aby ta rozmowa była w miejscu publiczynym, ok?
- Jasne, to nawet dobrze, bo ty masz zawsze  te pyszne, czekoladowo-maślane ciasteczka. Mmm…pychota.- zachichotała, Jak ja ją uwielbiam.
- Cieszę się, że ci smakują! To co jesteśmy umówione ? To ja muszę kończyć, bo muszę jeszcze na chwilę wyskoczyć do agencji i widzimy się o 15:00. Papa, kocham cię!- pożegnałam się.
- Tak, tak o 15:00. Ja ciebie mocniej. To do zobaczenia!- powiedziała roześmianym głosem i się rozłączyła.
Odłożyłam telefon na stolik i postanowiłam iść się ogarnąć na wyjście do agencji. Wiem, że to będzie bardzo trudna rozmowa i na pewno będę się musiała tłumaczyć Harry’emu dlaczego odchodzę. Mam na szczęście już jakąś wymówkę, która powinna go uspokoić.                                                                                                               
njaihniushdiwq
Poszłam do łazienki i umyłam dokładnie zęby. Potem pomalowałam lekko rzęsy tuszem i podkreśliłam oczy czarną kredką. Na koniec jakaś pomadka i byłam w 1/3 gotowa. Otworzyłam moją ogromną szafę, z której wyciągnęłam jakieś ciuchy, a następnie związałam włosy w wysokiego kucyka. Na nos wsadziłam jeszcze Ray Banny i byłam gotowa. Po dokładnym zakluczeniu domu wyszłam z budynku i spacerkiem udałam się w stronę biura. Zajęło mi to góra piętnaście minut, a nie chciało mi się uruchamiać samochodu.  Po drodze kupuję sobie shake’a, bo przecież kawy nie mogę, bo to by zaszkodziło mojemu bobasowi. Przyglądając się wystawą sklepowym natrafiłam na prześliczny kocyk i misia. Postanowiłam kupić je w drodze powrotnej, Wiem, że to niby wcześnie, ale nie mogę się oprzeć. Wchodząc do sekretariatu przed biurem Harry’ego czuję jak robi mi się duszno i jestem zdenerwowana. Boję się, że przypadkiem nie będę  potrafiła tego zrobić.  Ale cały czas sobie powtarzam:
Robię to dla Harry’ego i mojego bobasa- to z miłości…
Oby mi to pomogło jak już tam wejdę. Podchodzę do biurka „uroczej”  sekretarki, którą wręcz ubóstwiam. Ach…czujecie ten sarkazm? Grzecznie pytam jej się, czy Harry jest u siebie w gabinecie. Po jej odpowiedzi delikatnie pukam w nowoczesne drzwi, po czym po usłyszeniu krótkiego „proszę” wchodzę do środka. Przy ogromnym dębowym biurku siedzi on- jak zwykle perfekcyjny. Tego dnia jego włosy są postawione na żel, przez co wygląda jeszcze lepiej. Biała koszula znakomicie pokazuje jego mięśnie i lekko ukazuje tatuaże. Swój wzrok przenosi znad komputera na mnie i dokładnie mi się przypatruje:
- Cześć Lilii…dawno się nie widzieliśmy. Co tam ?- odezwał się na wstępie, a ja jeszcze bardziej zaczęłam się stresować. Ja wiem, że on mnie za to po prostu znienawidzi, ponieważ byłam w ostatnim czasie najbardziej obiecującą modelką dla agencji i mogłam jej dodać popularności. Dzięki Harry’emu poznałam modeling i otworzyły się dla mnie drzwi do kariery, ale niestety. Teraz mój bobas jest najważniejszy i tego się trzymajmy.
- Ym…cześć.- dobra raz kozie  śmierć- Musimy poważnie porozmawiać.
- Pewnie, coś się stało? Siadaj!- usiadłam na krześle dokładnie naprzeciwko jego. Dobrze, że dzieli nas biurko, bo będę miała większe poczucie bezpieczeństwa. Mówię jakby był on jakimś seryjnym mordercą, a przecież on jest tylko ojcem mojego dziecka…
- Harry, ja odchodzę…
- Co? O czym ty mówisz? Jakie odchodzę?- mówił zdezorientowany. To znak, że muszę mu wyjaśnić wszystko (oczywiście moje „doskonałe” kłamstwo).
- W ostatnim czasie bardzo dużo się działo. Wszystko się w moim życiu pozmieniało. Najpierw to, że mam tatę, potem poznanie ciebie, zerwanie z Bradem, początek mojej kariery i ja po prostu nie mam już na nic siły. Jeszcze bardziej zdołowało mnie to, że straciłam mojego ukochanego.  Wiem, że nie było tego po mnie widać, ale bardzo to wszystko przeżywałam. Chcę ułożyć sobie życie na nowo, z dala od wszystkich, od Londynu, po prostu wyjeżdżam.- mówiłam i powoli czułam jak w moich oczach gromadzą się łzy.
- Ale jak to? Dlaczego? Chcesz przekreślić całą naszą znajomość, to co nas łączyło?- Przecież ty mnie perfidnie wykorzystałeś! Krzyczy moja podświadomość.
- Harry nigdy nic nas nie łączyło oprócz pracy i jakiejś tam przyjaźni. Byłeś dla mnie tylko szefem i to wszystko. Proszę, po prostu podpisz moje wypowiedzenie- w tym momencie wyciągnęłam teczkę i podałam mu ją. Otworzył i zaczął czytać.
- Czyli odchodzisz? A gdzie w ogóle wyjeżdżasz, mogę chociaż to wiedzieć?
- Nie, to nie jest dobry pomysł, a poza tym nie mam jeszcze pomysłu. – zobaczyłam jeszcze to jego smutne, szmaragdowe spojrzenie, a następnie jego podpis na moim wypowiedzeniu.  Potem jeszcze mój i już nic nas nie łączy.- Żegnaj Harry! Mam nadzieję, że ci się w życiu ułoży, Powodzenia!- pożegnałam się z „miłością mojego życia” i wstałam z krzesła. Skierowałam się w stronę drzwi, ale przed tym usłyszałam jeszcze jego ciche słowa „żegnaj” i na tym się skończyła się moja historia z agencją. Czułam w sercu z jednej strony pustkę, ale też ulgę. W takim razie zostały mi jeszcze tylko dwie sprawy do załatwienia: Gemma i rodzice.
Spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że jest już 13:00.  Przyspieszyłam tępo, ponieważ miałam iść przecież jeszcze do sklepu po kocyk i misia dla mojego  dzidziusia, a potem już tylko do domu.  Rzeczy zostawiłam głęboko schowane w jednej z moich już lekko załadowanych walizek, a następnie  rozpoczęłam czekanie  na Gemmę. W międzyczasie zrobiłam sobie jeszcze malinową herbatę i rozłożyłam maślane ciasteczka na talerzu. W końcu zadzwonił upragniony dzwonek, dlatego w podskokach podbiegłam otworzyć drzwi. Po ujrzeniu znajomej brunetki rzuciłam jej się na szyję i nie wiem czemu się rozpłakałam.
- Ej, kochana co się stało?- zapytała tuż po oderwaniu się ode mnie. Wpuściłam ją do mieszkania i pokierowałam do kuchni. Usiadłyśmy przy wyspie i się zaczęło.- Ale dobra zacznijmy za to, że dzwonił do mnie Harry i powiedział, że odeszłaś z agencji. To prawda?
- Ym, tak. Ale Gemma ja mu tak jakby powiedziałam nieprawdę. Ja ci wszystko opowiem, ale musisz mi powiedzieć, że bez względu na wszystko nie będziesz mnie oceniać i mnie zrozumiesz.- przytaknęła na moje słowa i wysłuchiwała co mam jej  do powiedzenia- Wiesz, że gdy poznałam Harry’ego miałam jeszcze chłopaka. Byłam w Brad’zie bardzo zakochana, ale gdy pojawił się twój brat to do niego zaczęłam czuć coś więcej. Zaczęliśmy się przyjaźnić, wiesz praktycznie zawsze wszystko sobie mówiliśmy i dużo czasu spędzaliśmy ze sobą. Wtedy właśnie zaczęłam zaniedbywać Brada. Do tego doszła jeszcze kariera i się rozstaliśmy. Nie byłam za bardzo załamana, bo było mi to w sumie na rękę. Myślałam, że będziemy już z Harry’m razem bez przeszkód, ale wtedy pojawiła się Diana. Nie chciałam nigdy popsuć tego co ich łączy i dalej byłam tylko jego przyjaciółką, choć czasami zdarzało się, że się całowaliśmy. Pewnego dnia po pokazie pojechaliśmy do mnie i się stało. Przespaliśmy się ze sobą, ale okazało się, że byłam tylko jego pocieszeniem, po tym jak się z nią pokłócił. Nie chciałam go znać i nasze kontakty ograniczyły się tylko do pracy. Wtedy się właśnie to stało. Jestem w ciąży. Na początku chciałam poddać się aborcji, ale potem pomyślałam, że mój dzidziuś nie może być odpowiedzialny za winy swoich rodziców. Postanowiłam, że wyjadę…- płakałam cały czas jak mówiłam.
- I postanowiłaś, że mój brat się nigdy nie dowie, że będzie ojcem?- zapytała.
- Tak, myślę, że tak będzie najlepiej…
- Lilii, ja ci nie chcę nic zarzucać, ale myślisz, że jak on będzie się czuł kiedy dowie się, że ma dziecko o którym nic nie wiedział. Pomyśli, że nie zasługuje na to dziecko i nie byłby dobrym ojcem.
- Ale Gemma, on teraz nie potrzebuje dziecka. On ma swoją karierę i Dianę. Ja nie chcę mu psuć życia. Kocham go i chcę, aby był szczęśliwy, a wiem, że z nią będzie, bo ją kocha. Proszę, skończmy już ten temat i mam nadzieję, że dotrzymasz mojej tajemnicy i nic mu nie powiesz. Ja chcę po prostu ułożyć nowe życie i mam nadzieję, że to zaakceptujesz.
- Jasne! Dobra zmieńmy temat! Kurwa będę ciocią!- wydarła się na całe mieszkanie.
- Haha, tak! Cieszysz się?- zapytałam z uśmiechem ocierając łzy.
- I to jak! Będę ją tak rozpieszczać! Mogę być chrzestną? Mogę…?
- A skąd wiesz, że to będzie ona? Może być on J
- Nieee…to będzie cioci księżniczka. A kupiłaś już coś dla niej?
- No, dzisiaj kupiłam, bo się oprzeć nie mogłam. Chcesz zobaczyć?- zaproponowałam roześmiana. Teraz już mi się cały humor poprawił.
- No jasne! Pokazuj!- pobiegłam do mojego pokoju i wyciągnęłam z walizki kocyk i misia. Wróciłam do mojej przyjaciółki i jej pokazałam.
- Matko, jakie śliczne! Gdzie ty to kupiłaś?- znowu wykrzyknęła i miałam wrażenie, że sąsiedzi usłyszą i zbiegną się do mnie myśląc, że coś się stało.
- W takim sklepie obok agencji. Nie mogłam się powstrzymać, ale posłuchaj wiesz, że to jest nasza ostatnia rozmowa w tym mieście nie? – momentalnie posmutniałam.
- Wiem, a gdzie w ogóle wyjeżdżasz?- w jej oczach pojawiły się łzy.
- Na pewno do Madrytu, ale jeszcze nie wiem, gdzie zamieszkam. Adres i nowy numer telefonu  prześle ci SMS-em, żebyś mogła nas odwiedzić. OK?
- Pewnie!
Potem już tylko rozmawiałyśmy o innych, błahych sprawach, a w międzyczasie Gemma pomagała mi się pakować. Około osiemnastej pożegnałyśmy się mocnym uściskiem i moja przyjaciółka pojechała do swojego domu. Postanowiłam od razu pojechać do rodziców i z nimi porozmawiać, bo chciałam już jutro, góra pojutrze wyjechać do Madrytu. Szybko założyłam kurtkę skórzaną, bo na dworze zrobiło się zimniej i pojechałam do domu rodziców. Powiedziałam im wszystko, nawet z Elen się pogodziłam i była mega szczęśliwa, że będzie miała siostrzenicę lub siostrzeńca. Po płaczliwym pożegnaniu wróciłam do swojego mieszkania, wzięłam prysznic i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Hej, hej, hej! Rozdział tym razem jest wyjątkowo długi! Mam nadzieję, że się wam podoba.
Wesołych świąt, miłych chwil spędzonych w czasie rodzinnym, smacznego jajka i wszystkiego co najlepsze!

M.

środa, 1 kwietnia 2015

Twenty one

To już postanowione. Wyjeżdżam. Nie mogę już tu dłużej żyć. Nie w tym środowisku. Chce rozpocząć nowe życie, w innym miejscu z moim dzidziusiem. Wiem, spodziewaliście się, że je usunę. Tak, na początku też miałam takie myśli. Bardzo długo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że to dziecko nie jest niczemu winne. Dlaczego miałoby stracić życie, przez jeden błąd swoich rodziców? Nie mogę tego zrobić. Moje dziecko będzie się wychowywać bez ojca. Czy żałuje?  Ogromnie, ale nie chce Harry'emu niszczyć życia. Dobrze mu się układa z Dianą, a ja nie chce tego psuć. Przed wyjazdem muszę zwolnić się z agencji. Boję się tam iść, bo wiem, że Harry będzie chciał znać powód. Co na mu wtedy powiem:
- Wyjeżdżam, bo jestem w ciąży!- czujecie tą ironię? Muszę wymyślić jakąś dobrą wymówkę. Kolejną sprawą, którą muszę załatwić to pożegnanie z Gemmą i rodzicami. Brunetka by mi nigdy nie wybaczyła jakbym się do niej nie przyjechała. Prawdopodobnie powiem jej i rodzicom o ciąży, ponieważ wiem, że im mogę wszystko powiedzieć i mnie zrozumią. A Gemma byćmoże będzie szczęśliwą ciocią. No i ostatnia sprawa: Gdzie mam wyjechać? Musi to być gdzieś daleko od świata mody.
...
...
...

Wiem! Pojadę do Hiszpani, do Madrytu. Tam nie ma za dużo projektantów, bo liczy się tam tylko piłka nożna.


O matko jaki krótki! Słuchajcie nie uwieżycie! Naprawili mi klawiature, a to oznacza, że nie będę już musiała pisać rozdziałów na telefonie i będzie szybciej, Ten rozdział jest mega niedobpracowany. ale kolejny będzie mam nadzieję lepszy! M.

niedziela, 15 marca 2015

Twenty

Siedzę właśnie przed gabinetem doktora Grey'a i czekam na swoją wizytę. Grey jest wybitnym specjalistą, zarówno w medycynie ogólnej jak i ginekologii. Po chwili zostaję wywołana, bo jest moja kolej. Powolnym krokiem ruszam w stronę pomieszczenia, po czym siadam na krześle. Muszę przyznać, że jest on przystojnym mężczyzną, silnym, umięśnionym i gdybym nie była zakochana w tym zielonookim fotografie to na pewno nie pogardziłabym szarymi, błyszczącymi tęczówkami doktora Christiana.
- Więc, co pani dolega? - zapytał swoim oficjalnym tonem.
- W ostatnim czasie słabo się czułam, lekkie mdłości i na sesji zemdlałam.- odpowiedziałam.
- Rozumiem...a kiedy miała pani ostatni stosunek?
- Słucham? - zapytałam niedowierzając - Po co panu takie informacje?
- Muszę wiedzieć, ponieważ mam pewne podejrzenia.
- Yh...no to około miesiąc temu.
- A miesiączka? - spojrzałam na niego z otwartą buzią. Przecież ja okresu nie miałam już od miesiąca.- Po pani minie wnioskuje, że dawno nie było.
- Taa...- powiedziałam.
- Zapraszam na kozetkę. Proszę się położyć i podciągnąć bluzkę. Zrobimy USG.
Zrobiłam wszystko to co mi kazał lekarz,  po czym nałożył mi na brzuch zimną maź, która wyglądała odrażająco. Małym urządzeniem jeździł mi po nim o dokładnie przypatrywał.
- No już wszystko wiemy! - powiedział podając mi ręcznik papierowy, abym mogła się wytrzeć- jest pani w ciąży.
- Ale jak to? - zapytałam słabo- to nie możliwe. Ja nie mogę być w ciąży!- rozpłakałam się.
- Cii spokojnie. Niech pani nie płacze. Przecież dziecko to prawdziwy dar. Powinna się pani cieszyć.
- Jak mam się cieszyć, skoro jestem nieszczęśliwie zakochana, a ojciec dziecka mnie nie kocha. - teraz to już do końca się rozkleiłam.
- Myślę, że wszystko będzie dobrze. Podam pani jakieś leki ziołowe na uspokojenie, a potem wypiszę receptę na witaminy. Proszę to połknąć. - podał mi małą kapsułkę, a następnie szklankę wody.  Wzięłam tabletkę, odebrałam receptę i wróciłam do domu. Tam pozwoliłam spokojnie wypłynąć moim uczuciom na świat. Płakałam bardzo długo i w międzyczasie doszłam do wniosku, że nie mogę powiedzieć Harry'emu o dziecku. Nie chcę niszczyć jego związku. Po prostu wyjadę. Tak będzie najlepiej.
Wyjeżdżam...

Jest rozdział.  Wybaczcie, ale nie mogłam się powstrzymać, po przeczytaniu Grey'a. Pozdrawiam!

M.

wtorek, 10 marca 2015

Nineteen

Dzisiaj mam sesję do popularnej gazety modowej "Glamour". Jestem tym tak podekscytowana, że kilka ostatnich dni chodzę w piórkach i uśmiecham się do każdego, nawet do największej ploktary na całej ulicy. Jest jednak jeden minus tego wszystkiego: Harry ma być fotografem. Na początku byłam temu przeciwna, ponieważ od czasu naszej wspólnej nocy i kłótni, kontaktowaliśmy się tylko telefonicznie i tylko w sprawach służbowych. Podobno znów jest razem z Dianą i szczerze?  Nie chce im tego psuć.
ggggggggggggggggUbieram się w czarne legginsy, biały, dłuższy top z czarnym napisem, czarną skórzaną ramoneskę i lity. Włosy zostawiam rozpuszczone i na tym kończą się moje przygotowania, ponieważ nie robię dziś makijażu, bo zrobią mi go na sesji. Zadowolona wychodzę z mojego apartamentu ( postanowiłam wyprowadzić się od taty i kupiłam mieszkanie w centrum), po czym spacerkiem udałam się na miejsce. Po wejściu na halę,  od razu przekierowano mnie do pomieszczenia, w którym mam się przebrać, a następnie doskoczyli do mnie makijażyści i fryzjerzy, tak że już po chwili wyglądałam jął bóstwo. Aż siebie nie poznałam. Co makijaż, strój i fryzura potrafią zrobić z człowiekiem. Po chwili go ujrzałam.  Stał ustawiają oświetlenie i poprawiając elementy dodatkowe.  Odwrócił się w moją stronę, zlustrował mnie wzrokiem i stanął w bezruchu. Rzuciłam mu tylko krótkie "cześć" i ustawiłam się na planów. Zaczęłam pozować i nagle niespodziewanie poczułam jakbym traciła kontakt z rzeczywistością. Gdzieś w oddali słyszałam spanikowany głos Harrego, a następnie zrobiło mi się ciemno przed oczami i już nic nie widziałam.
                          ***
Obudziłam się na kanapie w mojej garderobie. Obok mnie siedział Harry, który miał bardzo zmartwioną minę. Gdy zobaczył, że się poruszyłam natychmiast podniósł głowę i na mnie spojrzał.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie.
- Dobrze? Co się stało?
- Zemdlałaś na kilka minut. Powinnaś iść do lekarza i się upewnić.- powiedział. 
- Po co?  Po prostu nie jadałam dzisiaj śniadania.
Tak naprawdę to czuje się tak od kilku dni, a dzisiaj pierwszy raz straciłam przytomność.
- No to bardzo mądrze! - powiedział z sarkazmem- Mimo to masz iść do lekarza i się zbadać. Osobiście tego dopilnuje!
- Nie jesteś kurwa moim ojcem i nie powinno cię interesować moje zdrowie! - wykrzyknęłam wściekła.
- Nie denerwuj się tak, po prostu się o ciebie martwię.- powiedział spokojnie- Proszę, idź do lekarza.
-  Ale po co? Nic mi nie jest!
- Liliana, masz iść i to jest polecenie służbowe. Na dzisiaj koniec sesji, mamy zdjęcia, a ty jedziesz do lekarza!
- Niech ci kurwa będzie! - powiedziałam sfrustrowana po czym wstałam z łóżka i wygoniłam Harry'ego z garderoby. Przebrałam się w moje ubrania, pożegnałam się że wszystkimi i wróciłam do mojego mieszkania. Zadzwoniłam do lekarza i umówiłam się na jutro, na wizytę. Zmęczona odpłynęłam do krainy Morfeusza...

Uff...miałam wenę i udało mi się napisać szybko rozdział! Pozdrawiam!

M.

piątek, 6 marca 2015

Eighteen

Kolejnego dnia obudziłam się mocno wtulona w coś. No właśnie, co? To na pewno nie jest mój misiu, bo przecież on nie obejmowałby mnie tak silnymi rękoma. Postanowiłam otworzyć oczy i zobaczyć kto mnie tak przytula. Powoli bez pośpiechu otworzyłam moje paczadełka i zamarłam. Obok mnie leżał Harry. Zaczęły do mnie powracać wszystkie wspomnienia z ostatniego wieczora.
Powrót z pokazu.
Wino.
Pocałunek.
Urwany film.
Matko, co ja zrobiłam. Przecież on ma dziewczynę. Zaczęłam się zaręczać i przypatrywać Harry'emu. Miał spokojny wyraz twarzy, równomiernie oddychał, a kilka niesfornych loczków opadło mu na buzię.  Delikatnie je zabrałam z twarzy, co wywołało u niego lekki pomruk. Po chwili zaczął się budzić, więc ja pośpiesznie zaczęłam udawać, że śpię. Mam nadzieję, że się nie zorientuje. Ukradkiem widzę jak się powoli wybudza, a następnie patrzy na mnie. Delikatnie się uśmiecha i zaczyna mnie całować po twarzy schodząc powoli na szyję. Wydaję z siebie cichy pomruk, ponieważ jego loki mnie łaskoczą. Otwieram oczy i od razu czuję na sobie zielone spojrzenie:
- Hej Księżniczko!- powiedział słodko- Jak się spało?
- Cudownie, ale Harry, czy my zrobiliśmy dobrze?- zapytałam niepewnie.
- Oczywiście, że tak. Dlaczego myślisz inaczej?
- No bo...masz dziewczynę!
- Już nie mam!- powiedział i się uśmiechnął.
- Jak to?  -zapytałam niepewnie.
- Wczoraj z nią zerwałem.

- Czyli ja mam być twoja pocieszycielką!? Ty mnie zwyczajnie wykorzystałeś! Nienawidzę cię! - wykrzyknęłam po czym pośpiesznie wyszłam z łóżka i zaczęłam zbierać swoje ubrania. Następnie szybko pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Gdy wyszłam go już nie było...

Znowu zawaliłam. Już nie wiem jak mam się wam tłumaczyć...Przepraszam :(
M.

niedziela, 28 grudnia 2014

Seventeen

Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo męczący. Miałam różne poprawki do matury, zajęcia dodatkowe i szkołę dla modelek. Przez to musiałam cały czas chodzić na szpilkach. Było to dla mnie bardzo niekomfortowe, ponieważ w szkole poruszałam się wolno.  Dużo się w sumie zmieniło. Kilka razy całowałam się z Harry'm. Jak było? Cudownie! Mmm... on ma takie miękkie, malinowe usta. Z jego warg czuć ostry, miętowy zapach, który umila pocałunek. Niestety, dalej się tylko przyjaźnimy, ponieważ znalazł sobie dziewczynę- Dianę, ale zdradza ją całując się ze mną, a ja nie potrafię mu się oprzeć. Diana jest także modelką, ale bardzo chudą.
Teraz przyznam wam się do czegoś. Zakochałam się bez pamięci w Harrym. Codziennie marzę o nim, jednak wiem, że nigdy nie będziemy razem
Bardzo często spotykam się z Gemmą, która wie o moich uczuciach do jej brata. Ciągle ma nadzieję, że będę jej bratową. Ona jest optymistką, a niestety realistą.

                                ***
Za chwile występie w moim pierwszym pokazie mody. Bardzo się denerwuje, ponieważ mam dwa wyjścia.  Jak na pierwszy raz jest doskonale.  Harry siedzi na widowni więc to dodaje mi sił. Reżyserka zaczyna wyliczanie do mojego wyjścia..
3...2...1... wychodzisz!
Całą trema uciekła w zapomnienie. Liczę sie tylko ja, wiem, że wszyscy patrzą tylko na mnie. Nie ma szansy abym się przewróciła. Czuję na sobie spojrzenie wielu mężczyzn, w tym jedno głębokie, szmaragdowe. Po pokazie muszę iść na afterparty. Praktycznie cały czas towarzyszy mi Harry. W pewnym momencie postanawiamy jechać do niego i pooglądać jakiś film. Niespodziewanie zaczynamy się bardzo namiętnie całować i kończy się to...


Hej hej!  Znowu zawaliłam.  Rozdział do dupy ! Czuję, że zawiodłam. Jak tam po świętach?  + Szczęśliwego Nowego Roku!   :**

CZYTASZ =KOMENTUJESZ!

M.

środa, 19 listopada 2014

Sixteen

O cześć!?- zapytałam zdziwiona. - Pewnie przyszedłeś do taty?
- Oj Lilii skleroza! Przecież pisałaś mi, że masz mi coś ważnego do powiedzenia, więc przyszedłem, znaczy się przyjechałem.- dopiero teraz mi się przypomniało, że miałam mu opowiedzieć o plastikach. Uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło i wpuściłam Harry'ego do domu. - Faktycznie miałam ci coś powiedzieć, ale nie sądziłam, że potraktujesz to poważnie.
- Ja wszystko traktuje poważnie!- odpowiedział "wyniośle". Dlaczego zrobiłam to w cudzysłowie? Otóż Styles chciał aby zabrzmiało to dorośle, a wyszło tak, że miałam z niego bekę cały wieczór. Opowiedziałam mu całą dzisiejszą historię z blondyneczkami. Pękał przy tym ze śmiechu. Od razu chciał zobaczyć ich zdjęcia na facebooku. Poszłam więc po mojego laptopa do  pokoju, a następnie wróciłam do Harry'ego. Gdy je ujrzał udusił by się sokiem, który właśnie pił.
- Haroldzie, najdroższy, żyjesz?!- zapytałam z udawanym przejęciem.
- Co się śmiejesz! Będę miał uraz do końca życia! - powiedział zrozpaczony, jednak dalej nie przestawał kaszleć.
- Dlaczego?
- Bo UFO wraz z kosmitami zobaczyłem!- nie no teraz to mnie rozwalił.
- Przecież to są takie piękne kobiety, naturalne! - udawałam przejęcie.- Co ci się w nich niby nie podoba?!
- Hmm pomyślmy...-udawał, że się zastanawia.- Hmm...wszystko. Przecież one się kompletnie nie nadają.
- No dobra, teraz tak na poważnie, też im tak powiedziałam tyle, że delikatniej.
- No, ale proszę cię, ile one mają w ogóle wzrostu?- zapytał.
- Nie wiem, około 165 centymetrów.
- A ile modelka powinna mieć? - pytanie retoryczne.- 175 centymetrów minimum. Po drugie modelki są naturalne, a nie całe w botoksach i sztucznych błyskotkach.
- Masz rację. No, ale zmieńmy temat. Oglądamy jakiś firm?- zaproponowałam.
Ogladamy film^^
- Okey, to ją przygotuje film, a ty przekąski.
Pomaszerowałam do kuchni, zrobiłam popcorn, przesypałam żelki i chipsy do miski. Wyciągnęłam jeszcze krążki ryżowe, jogurty i pokroiłam pełno owoców:  maliny, truskawki, brzoskwinie,  jagody, banany, mango i ananasy. Nalałam soku do dwóch dużych szklanek i poszłam do salonu. Gdy Harry zobaczył to co przygotowałam to mu oczy z orbit wyszły.
- Ty to sama zrobiłaś?- zapytał niedowierzając.
- No? To co oglądamy? - zapytałam, bo byłam ciekawa co wymyślił. Oby jakiś horror, bo nie cierpię smętnych romansideł i dramatów.
- "Anabell"- podobno jest fajne- odpowiedział.
- Mam nadzieję, że tak, bo jak nie to nie żyjesz! - ostrzegłam go. No bo przecież ja Liliana Miko nie będę oglądać żadnych gówien.
- No ale w komentarzach pisali, że jest super. Dodamy fotę na twittera.
- Okey, ale ty wstawiasz.- Harry przytaknął. A następnie zrobił zdjęcie. Potem dodał jeszcze podpis:
" Oglądamy film^^"

Jak się potem okazało film był cudowny. Około 24:00 Harold  pojechał do sobie do domu, a ja wzięłam prysznic. Potem poszłam spać.

No i jest rozdział! Powróciła mi wena na to opowiadanie!
M.

CZYTASZ =KOMENTUJESZ!

piątek, 14 listopada 2014

Fifteen

Gdy kolejnego dnia wróciliśmy do Polski, moim oczom od razu ukazało się pełno gazet z moim udziałem. Od razu kupiłam kilka, bo przecież muszę wiedzieć co o mnie piszą, a znając brukowce to na pewno same brednie. Trzy brukowce, trzy tytuły:

,,Nowa zabawka Harry'ego Styles!"

,,Piękność na pokazie Carla Lagelfelda."

,,Tajemnicza dziewczyna z bogiem."

Ten ostatni tytuł spowodował u mnie fale takiego śmiechu, że wszyscy ludzie przechodzący koło nas dziwnie się na nas gapili. Potem jeszcze Harold odwiózł mnie do domu. Od progu czekał na mnie tata z Alice. Oboje mnie bardzo mocno uściskali, a następnie przy obiedzie kazali opowiadać jak było. Opowiedziałam im wszystko ze szczegółami, a następnie poszłam do mojego pokoju gdzie wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w luźne ciuchy i napisałam do koleżanki z klasy, aby podała mi wszystkie notatki. Było ich tak dużo, że przepisywałam je do późnego wieczora. Następnie coś jeszcze powtórzyłam, żeby znowu pały nie dostać, bo w ostatnim czasie trochę się ich nagromadziło. No właśnie musze je poprawić...

                      
D/+D/D/+DNastępnego dnia musiałam wstać i iść do szkoły. Tak bardzo mi się nie chciało, ale musiałam. Podejrzewam, że wszyscy się teraz będą na mnie gapić z powodu tych głupich gazet. Szybko wstałam z łóżka, wzięłam lodowaty prysznic. Założyłam moje szare dresy z niskim krokiem, zwykły T-shirt, na to bluza. Na nogi założyłam Air Maxy. Makijażu nie robiłam wcale, ponieważ mi się kompletnie nie chciało. Śniadanie też sobie odpuściłam. Wsiadłam do mojego samochodu i od razy pojechałam do szkoły.  Powolnym krokiem wysiadłam z auta i weszłam do szkoły. Od razu pełno spojrzeń skierowało się na mnie. Czułam się z tym bardzo niekomfortowo, dlatego też postanowiłam iść jak najszybciej do mojej szafki, a potem pod salę lekcyjną. Nagle dostałam SMS-a.
________________
Od Harold:
------------------
Hej Królewno!  Co robisz?
________________________
Uśmiechnęłam się na tą wiadomość i już chciałam odpisać, gdy nagle poczułam, że ktoś obok mnie stoi. Podniosłam głowę i zobaczyłam plastiki z mojej szkoły. Wszystkich bym się spodziewała, ale nie ich.
- Cześć Liliana. Co tam u ciebie? - zapytała ich jakby przywódczyni.
- Część? To wy w ogóle znacie moje imię?
- Co to za pytanie? ! Od przedwczoraj mówi o tobie cała Wielka Brytania! - wykrzyknęła jedna z nich. Mhm...chcą być modelkami...przejrzałam je.
- No i co z tego, że o mnie mówi?- spytałam udając głupią.
- Jak to co jesteś sławna!
- Matko, co z tego?- to jest właśnie typ dziewczyn, które lecą tylko na kasę.
- No wiesz, jak ty masz być modelką, to może nam też byś coś załatwiła.- Chacha...myślałam, że się posikam ze śmiechu.
- No wiecie...-próbowałam powstrzymać śmiech.- ale to mój tata ma agencje i to on wyszukuje modelki, nie ja. Ja tam tylko pracuje.- odpowiedziałam w końcu. Na szczęście zadzwonił upragniony dzwonek, dlatego szybko weszłam do klasy. Gdy nauczycielka odwróciła się do tablicy szybko odpisałam Harry'emu.
" Jestem w szkole. Muszę ci coś ważnego opowiedzieć, spotkamy się potem? "
Dalszą część lekcji już nie pisałam nic do Harry'ego, ponieważ musiałam słuchać nauczycielki, bo brała dziś każdego do odpowiedzi. Po wszystkich lekcjach pojechałam do domu, zjadłem obiad, odrobiłam lekcje, a następnie przyjechał niespodziewanie Harry...

Yeah! Napisałam nowy rozdział. Jest dłuższy od poprzedniego, ponieważ pisałam go na telefonie, a jak pisze na laptopie to muszę skracać, bo mam klawiaturę popsutą. Ten rozdział pisałam z ogromną weną i mam nadzieje, że się spodoba.


CZYTASZ =KOMENTUJESZ!

wtorek, 11 listopada 2014

Fourteen

Pierwsze wyjście z limuzyny.  Do moich oczy docierają flesze aparatów. Przez moment czuje jakbym straciła wzrok. Jednak po chwili oprzytomniałam, gdy Harry pociąga mnie za rękę na czerwony dywan. Stajemy pod ścianą. Robią nam pełno zdjęć. Po chwili jesteśmy w końcu wolni. Idziemy do budynku w którym odbywa się pokaz. Siadamy na swoich miejscach i czekamy na pokaz.

- Uf, nareszcie nas wypuścili. Ty masz tak na każdym pokazie? - zapytałam. Przecież jak on tak zawsze, to on ma pewnie tak słaby wzrok, że soczewki nosi. 
- No, już sie przyzwyczaiłem do tych fleszy.
- Bo pewnie soczewki nosisz!- odpowiedziałam. Niech już nie kłamie.
- Przecież ja żadnych soczewek nie nosze!
- Tia kłam dalej.- powiedziałam pod nosem.
- O. Zobacz pokaz się zaczął! Oglądaj. - Nie odpowiedziałam już na jego słowa, ponieważ zaczęłam oglądać pokaz.  Nie dosyć, że były tam same sławne modelki, to jeszcze te kreacje. Długie, krótkie, wąskie, szerokie, sukienki, spodnoczki, spodnie. Po prostu bajka. Oj ile bym oddała aby chociaż jedną znalazła się w mojej szafie.

Dobra... mam już postanowienie: Pójdę w pokazie Carla Lagelfelda.

Po pokazie odbywał się bankiet, na którego koniecznie musieliśmy iść. Czułam się tam bardzo niekomfortowo, ponieważ miałam wrażenie, że odstaje od tych wszystkich modelek. One takie piękne, wysokie, chude, a pomiędzy nimi ja- niczym się niewyróżniająca. Podeszliśmy do stolika, przy którym siedzieli kompletnie nieznani ludzie.
- Lili, to moja siostra Gemma.- przedstawił mnie prześlicznej dziewczynie. Kojarzyłam ją z pokazu, bowiem prezentowała jedną z najważniejszych kreacji, a dokładnie długą, klasyczną suknię. Wyglądała po prostu prześlicznie.
- Cześć! Jestem Gemma! Dużo o tobie słyszalam.- przedstawiła się.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
- No pewnie!- już polubiłam tą dziewczynę za jej energię.
- A tak w ogóle to super ci poszło na pokazie...
Tak rozpoczęły się nasze rozmowy. W sumie to się zaprzyjaźniłyśmy.

Po powrocie do hotelu od razu poszłam spać.




Znowu zawiodłam...wiem, ale rozdział jakiś jest.
M.

środa, 29 października 2014

Thirteen


Teraz szykuje się na śniadanie z moim ukochanym. Powoli rozczesuję moje włosy, aby potem je ładnie ułożyć. Do tego wybrałam na szybko jakiś strój, założyłam buty i wyszłam z pokoju.

F/+F/+E+/EEF/     Kolejny dzień  w Mediolanie. Dzisiaj jest pokaz Carla Lagelfelda, potem gala, a kolejnego dnia już wylatuję z powrotem do mojej ukochanej Wielkiej Brytanii. Nie wiem czemu, nie wiem z jakiego powodu,  ale w ogóle nie jest mi już smutno na myśl o zerwaniu z Bradem. Uświadomiłam sobie, że pomiędzy nami już od dawna nie było tej chemii i byliśmy ze sobą tylko z przyzwyczajenia. Teraz moją  głową sercem i duszą zawładnął pewien przystojniak w kręconych włosach i zielonych tęczówkach jak u kota. Przeklinam siebie za to, że się w nim zakochałam, ponieważ po pierwsze jest on moim szefem, a po drugie on mnie nie kocha  -.-

                                                                              ***
 Powolnie zakluczyłam do i powlekłam się do windy. Kliknęłam napis „PARTER” i zjechałam. Gdy znalazłam się w holu, który prowadzi do jadalni zauważyłam tą recepcjonistkę, która wczoraj nie mogła się napatrzeć na mojego towarzysza. Mierzyła mnie teraz przenikliwym i pełnym zazdrości wzrokiem. Kilkoro młodych, a nawet przystojnych mężczyzn gapiło się na mnie z oczami pięciozłotówek. Pokierowałam się do jadalni. Od razu zaczęłam się rozglądać po sali, aby ujrzeć brązową czuprynę mojego szefa. Gdy go ujrzałam od razu podeszłam i dałam mu buziaka w policzek:

- Witam kochanego szefa!- uśmiechnęłam się, gdy już zajęłam miejsce przy stole.
- A dzień dobry! Jak się spało?- zapytał się słodko,  patrząc na mnie przenikliwym spojrzeniem. Człowieku, co się tak gapisz?
-  Świetnie, a tobie?
- Okey. Co byś zjadła?- zapytał mnie zmieniając temat. Zaczęłam się zastanawiać.
- Więc…więc…więc…chcę…chcę…- przeglądałam kartę i nie mogłam się zdecydować.- Chcę jogurt z owocami i muslii. – chłopak pstryknął palcami, a już po chwili stała przed nami kelnerka, która jak zwykle gapiła się na Harrego. Gdy przyjmowała zamówienie tak się zaczęła jąkać, że z trudem powstrzymywałam śmiech. Żeby mieć taką podnietę…bez przesady!

Po kilku minutach dostałam moje zamówienie. Gdy jadłam cały czas pisałam z koleżanką, przez co Harry siedział cały czas z miną dziecka, które nie dostało lizaka. *-*

- Halo ja tu jestem!- nie wtrzymał. Postanowiłam go podenerwować.
- Naprawdę nie wiedziałam.- odpowiedziałam z ironią, nawet nie spoglądając na niego. Cały czas wpatrywałam się w ekran mojego IPhona 6. 
- Jeju... no przecież siedzimy razem przy stole więc może byśmy normalnie porozmawiali jak ludzie, a nie że tylko siedzisz z nosem z telefonem -.-
- No dobra, już dobra!- schowałam telefon i spojrzałam na szefa.- Więc o czym chcialbyś porozmawiać?
- No nie wiem, Na przykład o pokazie?- zaproponował.
- A coś nie tak z pokazem?
- Kurwa, Lili porozmajmy jak ludzie! 
- No przecież rozmawiamy.
- Co na przykład ubierasz.
- Strój.
- Jaki?
- Mój.
- Dokładniej...
- Własności Liliany :)- Uśmiechnęłam się wrednie.
- Wiesz co, ja wychodze, bo muszę się przewietrzyć.- odpowiedział i wstał od stolika.
- To szerokiej drogi!- powiedziałam i też wstałam. Poszłam do mojego pokoju wzięłam kase i inne pierdoły, i poszłam na miasto. Pochodziłam po kilku sklepach, kupiłam dwie nowe pary krótkich spodenek i trzy T-shirty, Gdy wróciłam do hotelu zaczęłam szykować się na pokaz. Na początku wzięłam prysznic, podczas którego umyłam włosy. Potem je ułożyłam i zrobiłam makijaż. Uczesałam włosy i założyłam strój, który miałam uszykowany już od kilku dni:
d/ddddCzekałam na Harrego, który miał po mnie przyjść o 17:00. Po kilku minutach przyszedł. Gdy mnie zobaczył zaniemówił.
- Jak wyglądam?- zapytałam. Przez dłuższą chwilę w ogóle mi nie odpowiadał.- Kurwa Styles powiedz coś!
- Wyglądasz jak Królowa Elżbieta!- odpowiedział.
- Wielkie dzięki... właśnie mi powiedziałeś, że wyglądam staro i mam pełno zmarszczek -.- - ten debil to potrafi mi popsuć humor.
- Ale mi nie o to chodziło! Wyglądasz jak księżniczka :D - wytłumaczył,- Chodź, bo się spóźnimy.- powiedział i pociągnąl mnie za rękę. Wyszliśmy z hotelu, zwracając uwagę wszystkich. Wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśmy na pokoaz...

Tak, tak wiem... znowu nawaliłam! Tak bardzo was przepraszam, ale mam tyle nauki i zajęć, że nie mam czasu nic pisać. Dodatkowo nie mam weny -,- Nareszcie dodaje rozdział i mam nadzieję, że się/ wam spodoba choć i tak to nie jest to na co mnie stać. Pozdrawiam! M.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 27 września 2014

Twelve

Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Byłam niesamowicie wściekła , ponieważ przerwał mi on mój przepiękny sen o księciu z bajki. Spojrzałam na wyświetlacz:  Styles :) Przejechałam po okranie i rozpoczęłam rozmowę:
- Kurwa  Styles, czy ty zawsze musisz dzwonić w nieodpowiednim momencie?- powiedziałam niemrawo.
- Też się cieszę, że cię słyszę! Szykuj się za piętnaście minut będę po ciebie! Idziemy na miasto!
- Ale mi się nie chce!- wykrzyknęłam zirytowana. Dopiero co się obudziłam i jestem zmęczona podróżą, a on mi wymyśla jakieś pojebane zwiedzanie -.-
- Jeżeli za piętnaście minut nie będziesz gotowa, to wyniosę cię z pokoju, nieważne jaki będziesz miała strój!- zagroził i się rozłączył. Ja pomyślałam „Nie zrobisz tego durniu”. Jednak po chwili spojrzałam na mój strój, który składał się ze zwykłych majtek, topu i wysokich skarpetek. Od razu wybiegłam z łóżka i pognałam do łazienki. Szybko obmyłam twarz zimną wodą. Pomalowałam oczy tuszem i podeszłam do walizki. Wzięłam jakiś tam strój, po czym szybko się ubrałam.
cssssdd
 Włosy tylko rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Spakowałam jeszcze kasę i telefon, po czym włączyłam telewizor i oczekiwałam na Stylesa.
Po kilku minutach usłyszałam puknie do drzwi, dlatego wstałam z mojego cudownie wygodnego fotela hotelowego. Po otworzeniu ujrzałam mojego szefa. Na powitanie dał mi szybkiego buziaka z policzek i pociągnął mnie w stronę windy.
- Czekaj, muszę pokój zakluczyć!- upomniałam go.

- Faktycznie.- odpowiedział, jakby było to jakimś nowym odkryciem. Po dokładnym zakluczeniu wsiedliśmy do windy i znaleźliśmy się w ogromnych holu. Podeszliśmy jeszcze do rejestracji, aby powiedzieć na wrazie co, że wychodzimy. Recepcjonistka gapiła się na Harrego jak na kawałek tortu czekoladowego. Byłam tak zirytowana tym, że nie myśląc powiedziałam:
- Kochanie chodźmy już...
 - Oczywiście- uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.- Do widzenia!- powiedział jeszcze do kobiety, na której twarzy widniał grymas.

                                                                         ***
- Oczywiście- uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.- Do widzenia!- powiedział jeszcze do kobiety, na której twarzy widniał grymas.
Wyszliśmy z hotelu i pokierowaliśmy się w stronę jakiejś uliczki. Nagle Harry zagadał:
-Co to było KOCHANIE?- wymówił wyraźniej wyraz „kochanie”. W tej chwili przypomniałam sobie, że przecież dalej trzymamy się za ręce.
- Jejku, no zirytowała mnie. Gapiła się na ciebie jak na tort czekoladowy i się wystraszyłam, że ciebie zje!- wyjaśniłam mu ‘’mrocznie”.
- A może ty byłaś po prostu zazdrosna?- zapytał podejrzliwie.
- Ja o ciebie? Nie przeginaj!- odpowiedziałam szybko. Kurwa… jestem o ciebie bardziej zazdrosna niż plastik fantastik o Cristiano Ronaldo!
- Dobra nie ważne… gdzie idziemy?- zapytał a mnie to kompletnie zbiło z tropu.
- Jak to gdzie idziemy?

-  No nie wiem gdzie byś chciała pójść… może jakieś zwiedzanie, co?- zaproponował, a ja przeklinałam go w myślach. Ja i zwiedzanie… to nie gra ze sobą!- No to chodź, pociągnął mnie i nie miałam nic do gadania. 
Przez dobre dwie godziny zwiedzaliśmy jakieś budynki i muzea. Nudziło mi się niemiłosiernie. Na szczęście potem Styles zabrał mnie do restauracji i humor mi się poprawił. Po zjedzeniu wróciliśmy do hotelu. Poszłam do mojego pokoju i zasnęłam.

Hej hej. Kolejny raz nawaliłam :( Nie wiem ile razy mam was jeszcze przepraszać. Zaczęłam nową szkołę i muszę się uczyć. Dodatkowo uczę się jeszcze grać na gitarze i keyboardzie. Muszę też mieć czas na odpoczynek :( Przepraszam jeszcze raz :D i macie rozdział.

Czytasz=Komentujesz!